Eksperci proponują wprowadzenie opłaty za wezwanie karetki pogotowia ratunkowego. To miałoby ograniczyć bezpodstawne wezwania i dać nauczkę osobom, które przy błahych dolegliwościach panikują i wzywają karetkę.
Karetka powinna być wzywana tylko w sytuacjach zagrożenia zdrowia lub życia. Niestety nie każdy bierze to sobie do serca. Przykładowo tylko w maju 2023 roku łódzkie pogotowie interweniowało 14 tys. razy, z czego aż 8 tys. przypadków nie wymagało pilnej pomocy.
Ogromne koszty
Za każdy dzień pracy podstawowego zespołu karetki pogotowia NFZ płaci ponad 6 tys. zł, a za zespół specjalistyczny – prawie 10 tys. zł. Bezpodstawne wezwania generują ogromne koszty, zwłaszcza gdy bezzasadne wyjazdy idą nie w dziesiątki czy setki, ale w tysiące interwencji.
Średni koszt wyjazdu zespołu podstawowego wynosi około 500 zł, a specjalistycznego – około 700 zł. Na koszty składają się zarówno wydatki na paliwo i eksploatację pojazdów, jak i wynagrodzenia dla personelu medycznego.
Niech płacą
Profesor Dariusz Timler, szef Polskiego Towarzystwa Medycyny Ratunkowej, stwierdził, że opłaty za wezwanie karetki mogłyby ograniczyć liczbę nieuzasadnionych interwencji. Takie opłaty funkcjonują już np. w Holandii, w Niemczech i na Słowacji.
Wprowadzenie opłat mogłoby pomóc w lepszym zarządzaniu zasobami ratunkowymi, zwłaszcza że zdarzają się sytuacje, gdy do potrzebujących wysyłani są nawet strażacy z powodu braku wolnych ambulansów.
Potrzeba woli politycznej
Zmiana w systemie pracy pogotowia wymaga woli politycznej, której na razie brakuje. Ratownicy medyczni wskazują, że dyspozytorzy boją się odpowiedzialności za niewysłanie zespołu ratownictwa, a strach przed skargami towarzyszy również ratownikom. Problemem jest także mylne przekonanie o tym, że wezwanie pogotowia pozwoli ominąć kolejki do lekarza.
Aby udrożnić system, potrzebne są kompleksowe reformy oraz systematyczne edukowanie społeczeństwa na temat właściwego korzystania z usług ratunkowych.












